Stefano Pioli - nieoczywisty bohater

Stefano Pioli - nieoczywisty bohater

Kiedy w październiku 2019 roku dni Marco Giampaolo na San Siro były już policzone, ruszyła giełda nazwisk. Spekulowano, komu zostanie powierzona rola pierwszego trenera drużyny. Pierwsze plotki łączące Stefano Pioliego z Milanem podpaliły czerwono-czarne środowisko. Gdy 9 października podpisał kontrakt, mówiło się, że przychodzi jako strażak, który musi tylko uratować sezon po tragicznym rozpoczęciu. Historia potoczyła się jednak inaczej.

Początki w czerwono-czarnej części Mediolanu dla Pioliego były ciężkie. Dość powiedzieć, że jeszcze nie zdążył objąć sterów drużyny, a już najpopularniejszym hashtagiem we Włoszech był #PioliOut. Prywatnie fan Interu, mający przeszłość trenerską w Nerazzurich oraz zawodniczą w Juventusie, bez żadnych znaczących osiągnięć w swym dorobku, miał przyjść do upadłego giganta i pomóc w przebudzeniu? W oczach fanów to nie miało prawa się udać. Urażona duma kibiców Milanu oczekiwała kogoś z większą renomą, lepszym warsztatem i większymi osiągnięciami. Tylko że kandydatury musiały być jeszcze realne, a nie było w tamtym czasie wielu trenerów z kartą w ręku. Padło więc na urodzonego w Parmie Stefano.

Jego pierwsze tygodnie w Mediolanie zdawały się potwierdzać obawy sympatyków. W debiucie tylko zremisował u siebie z Lecce, potem przegrał z Romą, Lazio i Juventusem. Do końca 2019 roku w 10 spotkaniach odnotował 3 zwycięstwa, 3 remisy i aż 4 porażki, w tym tę najbardziej wstydliwą. Tuż po 120 rocznicy narodzin klubu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, 22 grudnia pojechał ze swoimi podopiecznymi do Bergamo i wrócił z bagażem 5 bramek. Porażka w rezultacie 5:0 była czymś upokarzającym dla każdego, kto identyfikuje się z czerwono-czarnymi kolorami. To było apogeum, to było dno poniżej, którego nie można już było upaść. Można było jedynie się od niego odbić. I to wtedy coś się zmieniło.

Moment ten zbiegł się w czasie z innym ważnym wydarzeniem. Ale wszystko po kolei. Wcześniej w drużynie znajdowało się wielu piłkarzy z ogromnym potencjałem, często jednak grali chimerycznie. Młoda kadra robiła wrażenie, pamiętając, że jeszcze 10 lat temu klub był nazywany „domem starców”. Pojawił się jednak inny problem, niedobór liderów, piłkarzy doświadczonych i potrafiących wpłynąć na skład swą charyzmą w ciężkich chwilach. W piłkarskich drużynach również musi istnieć równowaga, ciężko jest walczyć o najwyższe cele, mając wyłącznie piłkarzy młodych i budujących swą boiskową mądrość. W tamtym czasie, w gabinetach dyrektorskich na via Aldo Rossi dojrzewał pomysł, by sprowadzić do Mediolanu kogoś, kto będzie idealnie pasował do powyższej charakterystyki. Gdy w styczniu minionego roku w Casa Milan odbyła się prezentacja Zlatana Ibrahimovicia, większość opinii publicznej poddawała w wątpliwość sens tego ruchu. Szwed od dwóch lat grał w amerykańskiej MLS, w przeszłości zmagał się z poważnymi kontuzjami, ale przede wszystkim miał skończone 38 lat. Kto buduje drużynę na piłkarzu, któremu bliżej do sportowej emerytury aniżeli do gry na najwyższym poziomie? Nawet wśród fanów Milanu pomysł ten był odbierany z dystansem. Pomimo radości z powrotu lubianego piłkarza, kibice mieli poczucie, że to zbyt mało. W tym samym czasie ściągnięto doświadczonego duńskiego obrońcę Simona Kjaera, który wcześniej nie podbił Atalanty Bergamo. Powiedzieć, że kibicowska brać nie była pod wrażeniem tego transferu to nic nie powiedzieć. Okazało się jednak, że były to kluczowe elementy układanki dla Stefano Pioliego. 

Zlatan Ibrahimović dał bowiem nie tylko wyśmienitą dyspozycję sportową, co samo w sobie budzi ogromny respekt, patrząc na wiek piłkarza. Wraz ze swoim przyjściem do Milanello dał też drużynie odpowiednią mentalność. Ciężko wyobrazić sobie, by którykolwiek z zawodników Rossonerich nie dawał z siebie 100% na treningu, gdy obok znajduje się Ibrahimović. To nie wypada, długonosy napastnik tego by nie odpuścił. Efekty widać na boisku w oficjalnych spotkaniach. Piłkarze mający ogromny potencjał, a którzy wcześniej grali w kratkę, teraz pokazują możliwości w nich drzemiące. Simon Kjaer dołożył swoją cegiełkę, a ponadto ustabilizował sytuację obronną, stając się liderem linii defensywnej. Allenatore Pioli wykorzystał najlepiej jak mógł atuty tych doświadczonych zawodników, postarał się o zbudowanie relacji między piłkarzami i stworzył drużynę, która ponownie walczy o najwyższe ligowe cele. Pod okiem Pioliego, a u boku Ibry czy Kjaera piłkarze, którzy wcześniej mieli potencjał, lecz grali chimerycznie, stali się w końcu liderami, zaczęli grać powtarzalnie na bardzo wysokim poziomie. Davide Calabria, Ismael Bennacer, Franck Kessie, Hakan Calhanoglu to obecnie nazwiska, bez których kibic Rossonerich nie wyobraża sobie pierwszego składu, których gra cieszy oko. Alexis Saelemaekers kupiony za śmiesznie niskie pieniądze, rośnie z meczu na mecz i zdołał już zadebiutować w dorosłej reprezentacji Belgii. Duża w tym zasługa trenera Milanu, który umiejętnie wszystko poukładał.

Pojawiały się głosy, że Il Diavolo właściwie nie potrzebują trenera. Że to Ibrahimović wszystkim dowodzi, układa taktykę, skład, przeprowadza zmiany, masuje stopy, jeździ po mleko i robi śniadanie do pracy. Te opowieści można włożyć między bajki. Szwed jest bardzo ważną postacią, ale nie aż tak jak próbuje się to przedstawić. Zawodnicy radzili sobie przecież i wygrywali mecze kiedy Ibra był kontuzjowany, czy był na kwarantannie. Najlepiej o tym, jak istotną rolę odgrywa Stefano Pioli niech mówi relacja, którą zbudował z drużyną. Piłkarze go uwielbiają. Kiedy był w izolacji domowej z powodu pozytywnego wyniku testu na Covid, zawodnicy dzwonili do niego na kamerce po zwycięskim meczu. Po wygranych wpadają sobie w objęcia i wspólnie świętują. Gdy rotuje składem, nikt się nie obraża, tylko każdy wykonuje swoją pracę. 

Wyniki osiągane odkąd w czerwcu zeszłego roku liga wróciła po lockdownie mówią same za siebie. Pierwszą porażkę od 8 marca zaliczyli dopiero w listopadzie podczas meczu Ligi Europy z Lille. Pierwsza porażka w Serie A to dopiero 6 stycznia tego roku i mecz z Juventusem. Niewiarygodna seria 17 spotkań ligowych z rzędu z minimum dwiema zdobytymi bramkami to kolejne osiągnięcie, którego ojcem jest Stefano Pioli. Celem na ten sezon był awans do Ligi Mistrzów, jednak tak dobra gra zaskoczyła chyba wszystkich. Milan liderował tabeli przez większą część sezonu, wygrywał nie tylko z beniaminkami, czy drużynami środka tabeli, ale też z tymi z topu. Rossoneri grają zazwyczaj widowiskowo, stosują wysoki pressing, naciskają przeciwnika i zdobywają sporo goli. Grają też do końca, wiele punktów wywalczyli w ostatnich 15 minutach spotkań. Solidnie wygląda gra w defensywie, mimo tego, że stoperami byli w tym sezonie już Romagnoli, Kjaer, Gabbia, Tomori, Kalulu czy nieobecny już w kadrze Musacchio. Problemy pojawiły się dopiero w momencie, gdy na masową skalę zaczęły doskwierać kontuzje. Klub utracił pozycję lidera, na rzecz Interu, jednak wciąż ma szanse na Scudetto. Pioli utrzymuje też bezpieczną przewagę nad 5 miejscem, bo w grze o Ligę Mistrzów wciąż znajdują się Juve, Atalanta, Napoli, Roma i Lazio.

O tym, że czas spędzony w Milanie jest dla Pioliego (prawie) najlepszy w karierze mówią jasno statystyki. W Mediolanie rozegrał już łącznie 78 spotkań jako trener. Wygrał 44 z nich, zremisował 20, a przegrał 14. Jego współczynnik punktów na mecz to 1,95. Ze wszystkich dotychczasowych klubów, które przyszło mu trenować lepszy wynik miał tylko w swoim drugim podejściu do Modeny w … 2006 roku (wówczas na 16 spotkań wygrał 10, 5 zremisował i przegrał 1, współczynnik 2,19). W Bologni, Lazio, Interze czy Fiorentinie nawet się nie zbliżył do tego wyniku. 

Milan w tym roku wygląda na klub, w którym wszystko ma ręce i nogi. Bezpieczeństwo finansowe, sensownie budowana kadra, ale przede wszystkim dobry trener budujący nie tylko boiskową strategię, ale też i panującą wewnątrz tej machiny atmosferę. Od 7 lat Il Diavolo nie grali w rozgrywkach Ligi Mistrzów, dlatego to jest cel numer jeden na ten sezon. W tym sezonie pokazali już wielokrotnie, że nawet jeśli skład jest przetrzebiony, nawet jeśli gra się nie klei to i tak są w stanie wywalczyć komplet punktów. Bez Stefano Pioliego nie byłoby to możliwe. Zakwalifikowanie się do Champions League będzie truskawką na torcie dla włoskiego szkoleniowca. A może będzie dopiero początkiem piękniejszej przygody z czerwono-czarną społecznością?



Źródło zdjęcia - Twitter AC Milan

Komentarze

  • avatar
    Michał
    Sousa też miał przeszłość w Interze i Juventusie, ale na szczęście Pioli jest lepszym trenerem :)
  • avatar
    Michał
    Generalnie to w ostatnim czasie można faktycznie nazwać go NIEOCZYWISTYM bohaterem :) jednak niezależnie od tego, jak się zakończy sezon trzeba docenić to, że przez pół roku z Piolim szliśmy po mistrzostwo i że niektórzy nasi piłkarze zaczęli przy nim grać tak, jak się tego od nich oczekiwało.
  • avatar
    tata_Aleksandra
    Czasem w futbolu pojawiają się tacy nieoczywiści bohaterowie. Raczej niewielu kibiców, jeżeli ktokolwiek spodziewał się, że Pioli popracuje w ACM dłużej niż do zakończenia sezonu 2019/20. Tymczasem pomimo początkowych trudności i czarno-niebieskich sympatii okazał się profesjonalistą. Bywały mecze, w których mieliśmy wiele szczęścia, ale przecież szczęściu trzeba pomóc. Za uporządkowanie drużyny, trafione transfery, wykorzystanie nadarzających się szans i nadspodziewany progres w dobie pandemii, którego - póki co - efektem jest wicemistrzostwo Włoch należą się Piolemu i całemu sztabowi ogromne gratulacje. Milan wreszcie wraca do żywych i chociaż mistrzostwo Interu wydawało się koniecznością, o tyle wicemistrzostwo Milanu to miła niespodzianka po wielu chudych latach. Brawo!